czwartek, 8 grudnia 2011

Anonimów nie przyjmujemy do duchowości

Anonimowych gości nie przyjmujemy do duchowości


Stare powiedzenie mówi, że anonimowe osoby w grupie ezoterycznej są jak sępy czatujące na padlinę. Jeśli ktoś przychodzi na Pudże czy inne zajęcia medytacyjne, a nie chce podać danych osobowych (imię, nazwisko, data urodzenia, adres zamieszkania) na listę uczestników zajęć, to tym bardziej trzeba sprawdzić dane takiej osoby z dowodu osobistego albo lepiej od razu wyprosić z zajęć. Zadymiarzy parafialnych i osobników agenturalnych z kościelnego z ABW nie przyjmujemy, a dla eSBe (UOP/ABW/CBŚ) istnieje możliwość uczestnictwa za okazaniem legitymacji służbowej i podaniem danych służbowych, włącznie z numerem legitymacji służbowej, stopniem, stanowiskiem, komendą/delegaturą, imieniem i nazwiskiem na osobnej liście, jak ktoś z urzędu rzeczywiście dostał w pracy nakaz uczestnictwa w zajęciach grup duchowych. Anonimowo to przychodzą złodzieje i szkodnicy, czasem bojówkarze z organizacji antyduchowych (naziole, katole) i nikt więcej.  

Anonimy w grupie ezoterycznej są jak sepy czatujące na padlinę
Przypominamy, że imię, nazwisko, data urodzenia oraz adres zamieszkania osoby, to nie są akurat dane wrażliwe podlegające szczególnie wzmożonej ochronie (jak np. Pesel czy informacja, że ktoś pracuje w policji kryminalnej, był karany lub leczy się na gruźlicę). Jeśli osoba przychodzi po raz pierwszy czy zgłasza się do organizatora zajęć, warto aby dane podstawowe (imię, nazwisko, data urodzenia, a także adres zamieszkania) sprawdzić z dowodu osobistego lub paszportu. Jak jakiś Ktoś czy Ktosia nie zna ustawy, a się pyszczy trochę, że się musi zapisać, poinformować taką osobę i generalnie najlepiej wyprosić z uwagą, że osób, co się awanturują i zadymy robią na "dzień dobry" nie przyjmujemy w ogóle, bo taki mamy kaprys i już. Anonimów nie przyjmujemy na zajęcia duchowe, medytacyjne, ezoteryczne etc. 

Agentura eSBecka włącznie z tajną policją nie chce podawać adresu zamieszkania, bo mają ten nawyk, że ich dane adresowe są akurat chronione jako dane osobowe wrażliwe. Adres komendy/delegatury delegującej służbowo na zajęcia grup czy ruchów duchowych mogą wtedy podać w rubryce adres zamieszkania i basta. Agenturę łatwo poznać po tym, że chce wejść wszędzie anonimowo, ale jako drugie dno tak samo działają lokalni złodzieje, co chcą być anonimowi, bo jak się nadarzy okazja, to gdzieś czyiś portfel zapindolą i już. Każda imprezka towarzyska, gdzie każdy sobie może anonimowo wejść, to dobra okazja dla złodziei, żeby kogoś okraść. Dlatego pilnujemy, żeby nowe, nieznane osoby przychodzące na pudże czy duchowe zajęcie cotygodniowe, warsztaty medytacyjne, sprawdzać z dowodów osobistych (czasem wyjątkowo tylko prawa jazdy lub paszportu w wypadku obcokrajowców) czy ich dane podstawowe są autentyczne...  


Na zajęcia intensywnej gimnastycznej hatha jogi czy sztuk walki, włącznie z tai chi oraz chi kung, w ogóle anonimowej osoby przyjąć nie można, bo trzeba załatwić wpierw obowiązkowe ubezpieczenie lub klauzulę prawną spisać z dowodem osobistym, że osoba ćwiczy na własną odpowiedzialność. Bo jak sobie kark jakiś przypał skręci (a znamy takie przypadki), to potem jak niedopełnione formalności, to się dużo płaci, nawet rentę dożywotnio, oprócz odszkodowania. A są także "ludzie", co specjalnie tak robią, żeby sobie wygodnie żyć z wyłudzonych odszkodowań. Zdarzają się też zwyczajnie wypadki u niefrasobliwych i szkoda, żeby instruktorzy ponosili potem jakieś przykre konsekwencje.  

Jakoś od 1978 roku jak uczęszczam do różnych sekcji i grup, a nawet sporo takowych prowadzę, nigdy nie prowadziłem zajęć dla anonimowych osób. Nawet konferencje radiestezyjne, gdzie było 2 tysiące osób, to każdy uczestnik był zarejestrowany i miał kartę uczestnika nawet, gdyż płaciły osoby za wstęp. Musiały być zresztą członkami klubów radiestezyjnych, mieć legitymacje członkowskie, etc. Jak ktoś chce u mnie uczestniczyć na zajęciach, czerpać porady, a chce być anonimowy, to jest jakiś pomyleniec, złodziej, agent bezpieki, a czasem świrus i tyle. Porządek musi być, a doświadczenie podpowiada, że jak ktoś ma problem z zapisaniem się na listę uczestników zajęć duchowych, to nie chce się duchowo rozwijać, a co najwyżej chce trochę smrodu narobić. Jak ktoś chce być nieznany, anonimowy, to nie ma dobrych intencji, ma umysł oszusta lub agenta bezpieki i lepiej z takich osób rezygnować niźli się nimi zajmować.  

W bardziej porządnych grupach duchowego rozwoju, w szkołach ezoterycznych na zajęcia czy rytuały takie jak pudża można się dostać jedynie poprzez regularne członkostwo a i potrzeba jeszcze osób, które przyjęcie do grupy zarekomendują, zwykle dwóch do dziesięciu. Znam też sporo porządnych grup duchowych, wspólnotowego typu, gdzie nową osobę się ogląda całą grupą, przedstawia z dość dokładnym życiorysem i duchowym CV (jeśli miała), pochodzeniem, problemami, a dopiero potem cała grupa GŁOSUJE czy osobę przyjąć czy też nie. Jest to bardziej gruntowna weryfikacja wstępna nowicjusza, a do tego osoby wprowadzające odpowiadają za jej zachowanie oraz postępy w nauce, praktyce i służbie duchowej. 

Babcie emerytki, co nieznanych "wnuczków" do domu wpuszczają, to wiadomo jak potem kończą oskubane. Ludzie, czy raczej rakszasy o mentalności Anonima (Dewianta) o którym nikt nic nie wie, nie powinni być wpuszczani na duchowe zajęcia ani dopuszczani do praktyki duchowej. Anonimy w necie to jakże często trolle robiące jedynie syfilis czy gnój i nic więcej. W realnych programach bywa podobnie. Pudże często są jak najbardziej praktykami duchowymi, a żeby wejść do świątyni śiwaickiej w Indii obejrzeć, to trzeba zwykle praktykować, a nawet być długoletnim praktykiem. Mormoni po roku praktyki dopiero wpuszczają do swej świątyni głównej. Bywa, że, nawet jak się praktykuje, jeszcze są problemy z wpuszczeniem do wielu sekretnych świątyń i świętych miejsc. Czasem sponsorów się wpuszcza poza pudżami, ale to duży wydatek. Mędrcy na Wschodzie często mawiają, że miejsca głębszego kultu powinny być chronione przed profanami i że profani, bezbożni, szkodnicy, nie powinni mieć dostępu do bardziej uświęconych części świątyń. Stąd ochrona całych świątyń lub ich części oraz wielu rodzajów pudży czy abhiszekamów przed profanami. 

Mistrzowie Wschodu zanim zaczną ucznia uczyć, chcą zwykle wiedzieć o nim, jego życiu i rodzinie wszystko, a to celem dobrania odpowiednich praktyk i porad dla duchowego rozwoju. Nie jest to zatem tylko imię, nazwisko, adres, data i godzina urodzenia, stan cywilny, ale dużo więcej. Praca duchowych mistrzów z uczniami nie zasadza się tylko na oświeconym wglądzie, ale także na solidnej wiedzy materialnej. Praktyki dawane przy pierwszym kontakcie, jak to bywa w Newage'u, często nie działają lub nie wiele dają, bo są dobrane tylko na czuja, ale bez wiedzy materialnej o uczniu, jego otoczeniu, zwyczajach, życiu i rodzinie. Tak praktyki dają mało doświadczeni w pracy aćarjowie i potem też są z nich niewielkie rezultaty. Nazywamy to testowaniem (badaniem) ucznia pod kątem, czy nadaje się do duchowej drogi. 

Ruchy duchowego rozwoju, grupy medytacyjne porządniejszego rodzaju działają jako tzw. Szkoły Ezoteryczne, a nie ma nic gorszego niż anonimowy "uczeń" w szkole. Nie tylko nauczyciel musi znać ucznia, ale uczniowie powinni się znać, żeby móc tworzyć zręby prawdziwej ezoterycznej szkoły, grupy czy wspólnoty duchowego typu. Jednym z rozwiązań zapoznawczych grup medytacyjnych, które mają od kilku do kilkudziesięciu członków z okolicy, jest spotykanie się grupy u każdego z nowicjuszy w jego domu (mieszkaniu), czasem ogrodzie, jak mieszkanko małe. Kolejne zajęcia u kolejnej osoby w domu, to bardzo dobre rozwiązanie dla małych grup duchowych. Spotkania grupy lub części grupy w domu nowicjusza, to dobry sposób dla większych grup, liczących kilkadziesiąt osób. W ramach zapoznania lidera z nową grupą, każdy publicznie w tzw. szeringu mówi kim jest, jak się nazywa, co dotąd robił, gdzie mieszka, gdzie pracuje. Grupa się zapoznaje, to jest norma w treningu rozwoju duchowego, gdy tworzymy grupy i przyjmujemy nowicjuszy. Nawet w antyduchowych USA te dobre zasady są przestrzegane przez renomowane szkoły duchowości czy ezoteryzmu. 

W Indii czy Tybecie, Dzień, w którym Mistrz duchowy, Śri Guru lub jakiś aćarya (dada, didi) wraz z innymi uczniami prowadzi spotkanie w domu nowicjusza jest nieomal rodzinnym świętem narodowym czy klanowym, także dla sąsiadów. Jest to wielki dzień błogosławienia domostwa, rodziny, są to praktyki za pomyślność nowicjusza w grupie duchowej, za pomyślność jego domu i rodziny, a często także sąsiadów.  

Anonimowe osoby w grupie ezoterycznej są jak sepy czatujące na padlinę. - mądrość orficka 


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Oświecenie i pokuszenie przebudzonych

Oświecenie, iluminacja duchowa, przebłyski oświecenia, duchowe urzeczywistnienie...  Joga tradycyjna czy klasyczna opisuje zasadniczo c...