PLUTON - Wielka pomyłka i ściema w astrologii
W astrologii, cykl dwudziestolecia to zasadniczo cykl saturniczno-jowiszowy, którego trzeba się dobrze nauczyć, gdyż Saturn z Jowiszem co około 20 lat spotykają się na niebie rozpoczynając nowe pokolenie, nowy cykl kosmiczny i pokoleniowy. Mała czy wręcz mikroskopijna planetka Pluton jak wiadomo z astrologii, nie ma znaczenia w astrologii, nie ma mocy wpływu, bo za słabo świeci, o czym od zawsze wiadomo wśród astrologów profesjonalistów i astrologów ezoteryków oraz magów! Wpływ w astrologii mają obiekty do granicy jasności 6,5 magnitudo, to Urana można jeszcze brać pod uwagę jako obiekt o jasności pomiędzy 5,38, a 6,03 magnitudo, a Pluton nie ma mocy wpływu, nie ma praktycznie żadnego znaczenia, podobnie jak Chiron i inne planetoidy, które także są bez znaczenia...
Podstawowy Aksjomat Astrologii, o sile wpływu w magach czyli w magnitudo trzeba się dobrze nauczyć, zapamiętać, i od razu omijamy wszystkich nawiedzeńców plutonowo-chironowych, bo z Chironem jest podobnie, fałszujących astrologię nieistotnymi bzdetami, zmyśleniami i rażącymi błędami. W Plutona i jego rzekomy wpływ uwierzą tylko osoby silnie podatne na wpływy oszustów i wszelkie bzdury, kłamstwa, głupotki, bo kto twierdzi, że Pluton ma jakiś wpływ jest z punktu widzenia astro-logicznego zwyczajnie oszustem i kłamcą. Jak wierzyliśmy w nieistniejące wpływy Plutona, to znaczy, że innym ściemom głoszonym przez ściemniaczy także łatwo ulegniemy.
![]() |
Pluton i inne małe planetoidy są znacznie mniejsze od astrologicznych planet |
W porównaniu z Marsem czy Saturnem, wpływ maleńskiego Plutona czy Chirona jest całkowicie nieistotny. Można to porównać tak, że jak do szklanki herbaty wrzucimy kopiastą łyżkę stołową cukru i zamieszamy w szklance, to czujemy, że herbata jest słodka, a jak dodamy do tej szklanki jeszcze jedno małe ziarenko cukru, a to w porównaniu Mocy Świecenia jest Pluton, to nie zauważymy różnicy, a herbaty nie uznamy za posłodzoną jak zamiast dużej łyżki cukru wrzucimy tylko jedno małe ziarenko cukru. Niby są to oczywistości, całkowicie jasne i oczywiste dla profesjonalnych astrologów, ale ściemniacze, rodzaj oszustów finansowych i matrymonialnych, będzie ci wmawiać, że to ziarnko cukru ma jakieś ogromne znaczenie i kreuje losy całej ludzkości. A dwie kopiaste łyżki stołowe cukru, Jowisza i Saturna, pomijają, a co gorsza, nawet nie zauważają, tak jak byliby ślepi i nie widzieli na niebie co działa, a co nie działa, bo nie ma jak działać, gdyż zbyt słabo świeci! Od początku istnienia astrologii, oparta jest ona na badaniu wpływu obiektów jasnych czyli mocno świecących, w tym Słońca, Księżyca, Wenus, Jowisza, Merkurego, Marsa i Saturna. Mamy nawet określenie Pięć Jasnych Planet dla Wenus, Jowisza, Merkurego, Marsa i Saturna, z przypisanymi żywiołami i wieloma cechami.
Bajdurzenie o rzekomych wpływach Plutona w totalnie zepsutych i oszukanych wersjach astrologii (czy raczej już pseudo astrologii) powstało w latach 30-tych XX wieku, po odkryciu Plutona w styczniu 1930 roku, gdzie całkiem źle oszacowano jego wielkość czyli średnicę tarczy, wydawał się wielokrotnie większy z powodu słabego sprzętu obserwacyjnego i błędnych założeń co do oczekiwanej wielkości, a jest malutki i praktycznie bez istotnego znaczenia dla astrologii (ziarnko cukru w porównaniu do kopiastej łyżki stołowej cukru w szklance herbaty). Oszuści snujący na to konto błędu w pomiarach rozmaite fantazje i urojenia, zamiast przyznać się do rażącego błędu i zmyślania głupot swoimi chorobliwymi imaginacjami, brnęli w swoje dyrdymalenia oszukując wiele osób, a przecież z horoskopu na czas odkrycia Plutona widać, że będzie z tego wielka ściema, oszustwo, pomieszanie i bajzel. I jest bajzel, bo Plutona, podobnie jak Chirona, nie ma ani sensu ani powodu brać pod uwagę w horoskopach i astrologicznych rozważaniach...
To takie plutonowe i chironowe bzdety z zachodnich brukowców brytyjskich i amerykańskich, pisane przez oszołomów jak rzekomy 13 znak zodiaku, którego nigdy nie będzie, bo z definicji znaków zodiaku jest 12-cie i inaczej być nie może. Otóż znak zodiaku (gr. zoidios) w astrologii to odcinek łuku ekliptyki o długości 1/12 całej ekliptyki czyli 30 stopni, liczony od rzeczywistego Punktu Równonocy Wiosennej. Nie ma zatem możliwości dodania jakiegoś kolejnego znaku zodiaku, bo koło ekliptyki dzieli się na dwanaście równych części z definicji. Jak ktoś znaki myli z gwiazdozbiorami, to nie ma pojęcia o astrologii i jest oszustem albo baranem, tyle, że tu już nie chodzi o znak zodiaku w nazwie symbolizowany przez mitologiczne zwierzę, Barana z mitycznej opowieści o Argonautach i złotym runie, tylko o barana jako poziom inteligencji czy raczej jej niedostatków mierzonej ludowo.
Obiekty o jasności do ostatecznej granicy 6,5 magnitudo mogą mieć jakiś wpływ na horoskop i wydarzenia w życiu człowieka, gdyż jest to w astrologii granica jasności do której interpretuje się obiekty na niebie jako mające osobny wpływ, a resztę, słabiej świecące, należą do tła nieba i nie podlegają indywidualnemu wyróżnieniu. Pluton jest za mały, gdyż jest za daleko i zbyt słabo świeci, a zbyt słabo świecąc, po prostu nie ma na nas wpływu, nawet na całą naszą planetę i ludzkość (jako że taki tylko wpływ rzekomo widzą lub czują niektóre grupy anglosaskich pseudo astrologów, których trzeba dać do solidnego poprawczaka celem skorygowania błędów). Pluton nic nie znaczy w horoskopie, i nic znaczyć nie będzie, a do tego Ingres do Wodnika to miał w marcu 2023 roku. Wszyscy piewcy wpływów Plutona czy Chirona są za to łatwo rozpoznawalni jako oszuści, patologiczni kłamcy i ściemniacze, bo to akurat każdy astrolog w sposób oczywisty wywnioskuje z zachowań osób rozsiewających jakiekolwiek kłamliwe i fałszywe wieści, współcześnie nazywane fejkami. Na astrologii trzeba się znać, dobrze nauczyć się podstaw!
Studiujemy Aksjomat Podstawowy Astrologii, który ma kilka podpunktów, a pozwala oszacować siłę wpływu obiektów widzianych na sferze niebieskiej. Pierwszym czynnikiem branym pod uwagę jest Klasa Jasności, a zatem jasność obiektu planetarnego i gwiezdnego wyrażana w magnitudo, dawniej pisano w magach, i o tym jak określać jasność widzianych obiektów i wagę ich wpływu, jest wprowadzenie do nauki astrologii, tak samo zresztą jak astronomii obserwacyjnej. Kto tego nie zna, ten nie zna się na astrologii i wypisuje bzdury o rzekomych wpływach Plutona czy Chirona. Nikt nie będzie matematykiem bez znajomości dodawania czy tabliczki mnożenia.
Problem w tym, że Pluton jest malutki, jak wiele niedużych planetoid, słabo świeci, bo jest odległy, a w astrologii działa to, co jasno świeci, jest blisko lub jest duże, bo podstawą ważenia siły wpływu jest jasność obiektu czyli wartość podawanego magnitudo w tak zwanych klasach jasności. Jeśli wrzucimy do szklanki herbaty łyżkę stołową cukru np. Mars, Saturn, Algol, Jowisz, a do tego dodamy jeszcze małe ziarenko cukru, czyli Pluton, to wpływ może i jest, ale niewielki i nieistotny, niezauważalny, niezdolny do wygenerowania silnych efektów. Nie powinniśmy się martwić o skutki zderzenia z motylem, gdy jedzie na nas ciężarówka. Zamiast zajmować się Plutonem czy Chironem i podobnymi mikroskopijnymi obiektami, lepiej zająć się jasnymi gwiazdami stałymi i jasnymi planetami, a nawet widocznymi na niebie kometami i rojami meteorów z bolidami, jak to czynią prawdziwi astrolodzy. A do tego Pluton wszedł do Znaku Wodnika dnia 23 marca 2023, a potem znów 21 stycznia 2024 i ta pierwsza data wraz z godziną, to jest właściwy czas na zrobienie horoskopu wydarzenia, choć potem wyszedł bo retrogradował i ma potrójną retrogradację na Ingres do Znaku Wodnika. Horoskop wydarzeniowy w tym na Ingres robimy na ślub, nie na wesele (drugie wejście) ani na poprawiny (trzecie wejście 19 listopad 2024). Na bieżąco, 19 listopada 2024 roku to planeta Wenus (Afrodyta, Śukra) przez Tron Arymana (Asurów) idzie przez trzy tygodnie (w sumie 13 dni przed i 13 dni po), a Uran retrograduje przy Algolu jak w początku II wojny światowej.
Podstaw astrologii trzeba się nauczyć, i to dobrze nauczyć, a każdy astrolog powinien niebo obserwować, oglądać i odczuwać obiekty jakie chce interpretować, a także z obserwacji robić zapiski, aby potem mieć z czego czerpać wiedzę o tym jak obiekt interpretowany wpływał w danym okresie czasu, w danym położeniu, jak chociażby w danym znaku. Pluton został odkryty w 1930 roku przez amerykańskiego astronoma Clyde’a Tombaugha. Od czasu jego odkrycia i wielokrotnego przeszacowania wielkości, do 2006 roku Pluton oficjalnie był uznawany za dziewiątą planetę Układu Słonecznego. Jednakże, dnia 24 sierpnia 2006 roku Międzynarodowa Unia Astronomiczna odebrała Plutonowi status planety, co oznacza, że Układ Słoneczny składa się z 8 planet, gdyż Pluton jest zbyt mały, a kilka innych planetoid czyli małych planetek, a dużych asteroidów jest większych lub jaśniejszych od Plutona. Próby naprawy tego rażącego błędu pomiarowego zaczęły się już około roku 1975, ale sporo czasu trwało, nawet wśród naukowych astronomów, zanim zdecydowano się przyznać do poważnych błędów i naprawić swoje demagogiczne ogłoszenia nakręcające wielkość Plutona. Co ciekawe, wielu astrologów profesjonalnych, uczciwie podchodzących do zawodu i umiejętności astrologa, znających podstawy astrologii, nie tylko wpływy Plutona neguje, ale także Neptuna, bo ten także ma problemy z jasnością, nie wchodzi w zakres powyżej 6,5 magnitudo, a zatem dla astrologii także jest za słabym obiektem, aby mógł realny wpływ na ludzi i ludzkość wywierać. Kierując się istotną dla astrologii Mocą Wpływu Światła, Magią Światła Astralnego (Gwiezdnego), nie możemy naruszać fundamentów na których oparta jest sztuka bez jej wypaczania.
Jasność Plutona obserwowanego z Ziemi oscyluje wokół 15,1 magnitudo (maksymalnie 13,65m, a minimalnie +17,1 magnitudo). Z tego powodu, aby go dostrzec, trzeba korzystać przynajmniej z 30-centymetrowych teleskopów (12 cali). Dzięki swojej żółtawej barwie wygląda on wówczas jak słaba gwiazda. Jego średnica kątowa wynosi około 0,1 sekundy kątowej (min. 0,06, maks. 0,11). Pluton został odkryty 18 lutego 1930 roku przez amerykańskiego astronoma, Clyde’a Tombaugha, pracującego w Lowell Observatory w Arizonie w USA. Obiekt został przez niego zauważony na zdjęciach zrobionych między 23 a 29 stycznia tegoż roku. Po uzyskaniu fotograficznego potwierdzenia, 13 marca 1930 wysłał telegraficzną wiadomość do Obserwatorium Harvard College. W późniejszym czasie zdjęcia jeszcze z 1915 roku potwierdziły istnienie nowego obiektu. Oficjalnie nazwa Pluton została zaakceptowana i ogłoszona 1 maja 1930, a już mnożyła się liczba rzekomych 'objawień', jakie to działanie może mieć Pluton, z grecka Hades, chociaż Hadesem czyli Plutonem w astrologii od zawsze nazywany jest Czwarty Dom Znakowy czyli obszar Imum Coeli (Dół Nieba), a ściślej Znak Zodiaku leżący w Czwartym Domu od Znaku Ascendentu (na dole w kołowym obrazie horoskopu). To obszar Zaświatów i Przodków, a także Brama do Tartaru na męki tantalowe w astrologii jaką znamy czyli pochodzącej z Grecji i po części z Persji. Nazwanie małej planetki Plutonem wprowadziło zamieszanie, chociaż astrologia, także ta okultystyczna czy ezoteryczna była doskonale znana, i także jej terminologia.
Średnia odległość Plutona od Słońca wynosi 39,445 au (5,9×109 km), jednak silnie ekscentryczna orbita o mimośrodzie 0,2502 sprawia, że podczas największego zbliżenia znajduje się on w odległości 29,6 au od gwiazdy, czyli bliżej niż Neptun. Ostatnie takie zbliżenie miało miejsce od 7 lutego 1979 do 11 lutego 1999. Wynikać może stąd przekonanie, że orbity Neptuna i Plutona przecinają się. Jednak jest ono błędne, jako że opiera się na wyobrażeniu ruchu tych ciał w jednej płaszczyźnie wokół Słońca. W rzeczywistości orbita Plutona jest nachylona 17° do ekliptyki. W astrologii, im obiekt jest dalej od ekliptyki, tym ma słabszy wpływ zodiakalny, nawet jak jest bardzo jasny, ale Pluton jest daleko od ekliptyki i jest bardzo słabo świecącym ciałem niebieskim o mizernej mocy. Generalnie, szerokość pasa Zodiaku wokół ekliptyki to dobrych siedem stopni w każdą stronę, a najdalej, bo o 7,1 stopnia odchylają się orbity Merkurego oraz z widocznych małych planetek, planetoida Westa, która jako jedyna planetoida może być poddawana interpretacji, gdyż przez około 2-3 miesiace raz na 3,6 roku, wchodzi w zakres jasności wykazujacej wpływ odróżnialny od tła nieba czyli ponad 6,5 magnitudo, a nawet czasem nieco powyżej sześć magnitudo, podobnie jak słabo świecąca planeta Uran.
Pluton pozostaje z Neptunem w rezonansie orbitalnym 3:2, co oznacza, że na dwa obiegi Plutona (cykl 249 lat) przypadają trzy obiegi Neptuna (cykl 165 lat). Prędkość obiegu planety podlega bardzo dużym wahaniom: w czasie gdy znajduje się on najbliżej Słońca, w peryhelium (6,10 km/s), jest prawie dwa razy większa niż w aphelium (3,71 km/s). Z kinematycznego i najpewniej genetycznego punktu widzenia Pluton należy do szerszej grupy obiektów transneptunowych, zwanych plutonkami lub plutonoidami. Pluton w ramach porządkowania astronomii został zaliczony do planetek karłowatych czyli planetoid, ponieważ nie spełnia założeń ścisłej definicji planety, co związane jest m.in. z jego masą, w sumie niewielką. Większą od niego masę w Układzie Słonecznym mają nawet niektóre satelity planet: ziemski Księżyc, a także Kallisto, Ganimedes, Europa, Io, Tytan i Tryton. Z drugiej strony Pluton jest większy od typowych obiektów transneptunowych i wszystkich planetoid krążących bliżej Słońca.
Średnicę i masę Plutona próbowano wielokrotnie wyznaczyć za pomocą obserwacji naziemnych, ale ciągle popełniano błąd z powodu niedokładności obserwacji biorąc za Plutona układ Pluton i Charon czyli niewielki księżyc Plutona, a odległość między nimi za średnicę Plutona, szacowaną w latach 30-tych XX wieku po odkryciu nawet na 20-30 tysięcy kilometrów. Dopiero odkrycie w 1978 roku jego największego satelity, Charona, ułatwiło wyznaczenie masy i średnic tych dwóch grawitacyjnie związanych ciał – dzięki III prawu Keplera. Wcześniej, już po poprawkach błędów z lat 30-tych XX wieku, zakładano, że Pluton jest przynajmniej większy od Merkurego, ale mniejszy od Marsa, na co zdawały się wskazywać obserwacje wizualne. Jednak dopiero później okazało się, że wszystkie obliczenia dotyczą dwóch obiektów, co automatycznie zmniejszyło domniemane rozmiary planety karłowatej zwanej Plutonem oraz ośmieszyło domniemania wielkiego wpływu Plutona czynione przez pseudo astrologów z Wielkiej Brytanii oraz USA i Kanady. Pomogło także obserwowane przez ziemskie teleskopy zakrycie tarczy Plutona przez jego największy księżyc czyli Charona. Z kolei wyznaczenie średnicy Charona obserwacyjnie było prostsze, bo nie ma zbyt gęstej atmosfery metanowej.
Planetoida Pluton zbudowana jest głównie z lodu metanowego i niewielkiej ilości skał oraz metali, podobnie jak komety, co oznacza, że może być jakąś dawną kometą przechwyconą przez Słońce. Najnowsze dane na XXI wiek sugerują według NASA, że gęstość Plutona jest mniejsza niż wcześniej przypuszczano, a pokrywa lodowa grubsza niż się wydawało. To także oznacza, że atmosfera jest płytsza i cieńsza niż zakładano. Przyspieszenie grawitacyjne na powierzchni Plutona równe jest około 0,62 m/s², czyli około 0,063 przyspieszenia ziemskiego. Prędkość ucieczki z jego powierzchni to zaledwie około 1,21 km/s.
Pluton posiada pięć znanych naturalnych satelitów czyli pięć niewielkich księżyców. Największy z nich, Charon, po raz pierwszy został zaobserwowany dopiero w 1978 roku, wcześniej astronomowie myśleli, że to brzeg tarczy wielkiego Plutona. Jego odkrywcą jest James Christy, a o istnieniu Charona przekonały obserwacje Plutona i badania jego albedo. Regularnie zwiększająca się i malejąca jasność Plutona pozwoliła wysunąć podejrzenia o krążącym wokół niego innym obiekcie. Charon jest w proporcjach do Plutona stosunkowo dużych rozmiarów księżycem (około 1/8 objętości Plutona), przez co układ Pluton-Charon może być uznawany za podwójną planetkę karłowatą. Pozostałe księżyce Plutona są znacznie mniejsze i zostały zaobserwowane dopiero w XXI wieku. Hydra i Nix zostały zaobserwowane na zdjęciach wykonanych przez teleskop Hubble’a w dniach 15 i 18 maja 2005 roku. Kolejne, czyli Kerberos oraz Styx odkryto odpowiednio w czerwcu 2011 i w lipcu 2012 roku. Układ Plutona z księżycami nie jest sam w sobie wielką planetą jak mniemano w latach 30-tych XX wieku po odkryciu Plutona z początkiem 1930 roku, a bajarze od tworzenia mitów o wpływach i mocy tej malutkiej planetki zostali ostatecznie całkowicie skompromitowani. Jak widać, nie warto brnąć w demagogiczną mitomanię na temat jakiegoś bieżącego odkrycia w kosmosie, bo potem może się okazać, że się nie jest jasnowidzem ani astrologiem, tylko bełkoczącym jak pijany oszustem i fałszerzem wiedzy astrologicznej.
Odkrycie Plutona w 1930 roku, jak się wydawało, potwierdziło hipotezy o istnieniu zewnętrznego obiektu odpowiedzialnego za zaburzenia (perturbacje) w ruchu planet Neptuna i Urana. Percival Lowell w roku 1915 – dzięki badaniom ruchów tychże planet – starał się dokładnie przewidzieć położenie owego „za-neptunowego” obiektu, nazywanego wówczas Planetą X. Jego obliczenia wydawały się nadzwyczaj trafne, gdy 15 lat później odkryto taki obiekt. W kolejnych dekadach pojawiły się jednakże poważne rozbieżności dotyczące charakterystyki fizycznej Plutona. Ówczesne możliwości techniczne nie pozwalały na dokładne oszacowanie jego masy i rozmiaru, a pierwsze hipotezy zaproponowane na podstawie przypuszczalnej wartości albedo oraz prędkości obiegu zakładały, że Pluton jest dosyć masywną planetą. Wyglądało na to, że jest on poszukiwaną Planetą X, odpowiedzialną za perturbacje grawitacyjne orbit planet zewnętrznych, jednak to były tylko hipotezy, a nie wiedza podana z pewnością i niewielkim błędem. Hipotezy o Plutonie zostały definitywnie obalone w roku 1978 po odkryciu Charona, małego satelity Plutona. Odkrycie to wykorzystano do dokładnego określenia rozmiarów i masy planety, a i okazało się, że to, co uważano za Plutona, to rozmazany obraz Plutona i jego niewielkiego satelity, a cała przestrzeń pomiędzy to kosmiczna pustka. Stwierdzono, że Pluton – jako obiekt o masie kilkakrotnie mniejszej od masy ziemskiego Księżyca – nie jest w stanie samodzielnie znacząco wpłynąć na ruch gazowych olbrzymów – Urana i Neptuna, zatem nie jest tym, co zakłóca ruchy Urana i Neptuna, gdyż nie takich grawitacyjnych możliwości jako obiekt zbyt słaby fizycznie.
Choć pozycja Plutona pokrywała się z hipotetycznym położeniem Planety X, przewidzianym obliczeniami Lowella z 1915 roku na podstawie perturbacji ruchu owych ostatnich dużych planet, w rzeczywistości okazało się to zupełnie przypadkową zbieżnością (przypadki trafiają także astronomów, nie tylko astrologów i mistyków). W 1951 roku Gerard Kuiper zasugerował, że wpływ na owe anomalie może mieć nie jeden obiekt (Pluton), ale większa liczba obiektów krążących w podobnej odległości od Słońca. Do lat dziewięćdziesiątych XX wieku pozycja Plutona jako planety wydawała się nie do podważenia, ale pod koniec XX wieku odkrycie wielu obiektów transneptunowych spowodowało, że wielu zaczęło ten fakt kwestionować. Zewnętrzny pas lodowo-skalnych planetoid nazwano na cześć postulatora Pasem Kuipera. Dziś znamy już ponad 800 obiektów transneptunowych czy kuiperowskich (kuiperydy, plutonidy), niektóre są porównywalne rozmiarami z samym Plutonem. W świetle tych faktów ranga Plutona znacznie osłabła i w 2006 roku został on ostatecznie skreślony z listy planet, a przypisany do właściwego zbioru większej ilości podobnych mu obiektów pozaneptunowych.
Z początkiem ostatniej dekady dwudziestego wieku odkrywano coraz więcej obiektów transneptunowych. Pierwszym takim obiektem, po Plutonie i jego satelicie, jest (15760) Albion (średnica od 108-167 km, jasność 23,3 magnitudo). Przełom nastąpił w roku 2002 - wtedy to odkryto (50000) Quaoar o średnicy około 1070 km (bryła o rozmiarach 1286x1070x932 km, jasność 19 magnitudo), co stanowi prawie połowę średnicy Plutona. Inne ważne odkrycie – (90482) Orkus, o średnicy podobnej do Quaoara (910-917 km, jasność 19,1 magnitudo) – podało w wątpliwość wyróżnioną pozycję „dziewiątej planety”. W 2004 odkryto kolejny, jeszcze bardziej odległy obiekt nazwany później (90377) Sedna, o średnicy około 1000 km (916 do 1025 km, jasność 20,8 do 20,5 magnitudo). Wszystkie te ciała mają rozmiary porównywalne z Plutonem, ich odkrycia znacznie osłabiały argumenty za utrzymaniem jego wyjątkowego statusu. Zdecydowanie największe znaczenie dla klasyfikacji planet miało odkrycie z 29 lipca 2005, kiedy to ogłoszono istnienie obiektu 2003 UB313, nazwanego później (136199) Eris (średnica 2326 km, jasność 18,7 magnitudo), a także Haumea (średnica 1595 km, a dokładniej bryła 2,322±60 × 1,704±8 × 1,026, jasność 17,3 magnitudo). Na podstawie jego albedo początkowo jego rozmiary wydawały się nieco większe niż Plutona (później ustalono, że są nieco mniejsze). Wyglądało na to, że to największe ciało Układu Słonecznego odkryte od zaobserwowania Neptuna w 1846. To z jednej strony spowodowało, że niektórzy uznali, że należy włączyć Eris w poczet planet Układu Słonecznego, zaś inni – że należy zdegradować Plutona, jako że jest tylko jednym z wielu obiektów Pasa Kuipera.
Charon o średnicy 1212 km i jasności 16,8 magnitudo, księżyc Plutona, krąży w odległości około 20 tysięcy kilometrów od Plutona, który ma średnicę 2376 km i jasność od 13,65 do 16,3, a średnio 15,1 magnitudo, co daje razem taki krąg o średnicy około 22 tysiące km, chociaż szacowano także na 26 tysięcy kilometrów, co uważano za Plutona pomiędzy 1930, a 1978 rokiem i jak wiadomo okazało się iluzją dla nawiedzonych, zatem nie istnieje wielki Pluton mający ponad dwadzieścia tysięcy kilometrów średnicy, a istnieje mały, dobre dziesięć razy mniejszy Plutonik, Plutoneczek - karzełek mający 2376 km średnicy, a wpływ promieniowania na dzień dobry zmniejsza się jako odbicie z powierzchni czyli kwadratowo, a nie liniowo, stąd niewielka jasność 15,1 magnitudo średnia i bardzo słaby Pluton, praktycznie bez znaczenia dla rozważań na gruncie astrologii profesjonalnej. Jak ktoś wielkie działanie Plutonowi przypisuje to napędza mitomanię opartą na błędach w pomiarach i słabej technice obserwacyjnej w pierwszej połowie XX wieku.
Pluton - po grecku Πλούτων Ploútōn, od πλοῦτος ploûtos – bogactwo – w mitologii rzymskiej uosobienie płodności ziemi, bogactwa, oraz wszelkich metali szlachetnych. Bóstwo pierwotnie utożsamiane z greckim Plutosem, później jeden z przydomków Hadesa - władcy podziemia. W wierzeniach Rzymian był synem Saturna i Ops, bratem Jowisza, Neptuna, Ceres, Westy i Junony oraz małżonkiem Prozerpiny. W późniejszej mitologii rzymskiej groźne bóstwo świata podziemnego, identyfikowany z Dis Paterem. Składano mu ofiary ze zwierząt o ciemnej sierści (czarnych jagniąt lub czarnych świń). Plutos - po grecku Πλοῦτος Ploûtos, łac. Plutus – bogactwo – w tradycyjnej mitologii greckiej bóstwo i personifikacja bogactwa. Plutos uważany jest za syna Demeter i Jazjona. Ukazywany jako dziecko lub młodzieniec z rogiem obfitości obok swej matki Demeter, w rzeźbie często przedstawiany jako niemowlę u boku bogini pokoju Ejrene lub bogini szczęśliwego przypadku Tyche (w astrologii Tyche to punkt Fortuny, jeden z czterech podstawowych midpunktów do nauki dla astrologów). Został oślepiony przez Zeusa za zbyt hojne rozdawanie swych darów wszystkim ludziom bez wyjątku. Jak widać mitologiczne znaczenia Pluto także się już w historii pomyliły, zatem nic dziwnego w pomyłkach astrologów brytyjskich, którzy jęli od zimy i wiosny 1930 roku wymyślać nieprawdopodobne historie na temat działania Plutona, które zupełnie nie mają racji bytu, ale przypominają inne historie brytyjskie z oszukańczymi ezoterykami.
Małżonką Pluto jest Prozerpina (Proserpina), odpowiedniczka greckiej Persefony, która jest ona boginią kiełkującego zboża, córką Ceres i jej brata Jowisza. Z mitologii greckiej Rzymianie przejęli znany mit o jej uprowadzeniu przez Plutona, brata Jowisza i Ceres. Pluton uprowadził niebiańską boginię, pod wpływem strzały Amora, ze sobą do swojego królestwa podziemi, w celu pojmania jej za żonę, i odtąd stała się królową świata podziemnego pełnego niezliczonych bogactw, w tym szlachetnych kamieni i metali. Rzymianie nie postrzegali Plutona jako boga podziemi, jako Hadesa (Aidesos), a raczej jako duchową istotę wyższą dającą złoto, srebro i inne dobra podziemia, takie z kopalni. Uważano, że jako jedyne bóstwo skarbów podziemia nie zwraca uwagi na modlitwy i poświęcane mu ofiary i jest obojętny wobec ludzi i ich losu (fatum). Pluton był jednym z bóstw urodzaju, które sprawia, że ziarno rzucone na ziemię, nie marnieje, lecz rozwija się czerpiąc soki z wnętrza gleby, o czym jakoś brytyjscy i amerykańscy pseudo astrologowie nie raczyli sobie doczytać, chociaż pisze o tym w każdej mitologii, a przecież imiona planet to dobrze dopasowane do wpływów planetarnych postacie z mitologii czyli starożytnej tradycyjnej religii danej kultury, tak, że są symbolami danej planety, o co zadbano przecież także w przypadku Urana, którego rozumiemy przez mity o Uranosie i Kronosie.
Plutona jak i Aidesa (Hadesa) nazywano także imieniem Agesandros (Ἀγήσανδρος Agḗsandros – „prowadzący ludzi”. Grecki Hades (Aides) niekiedy zaliczany jest do grona bogów olimpijskich, mimo że generalnie nie uczestniczył w biesiadach olimpijskich czyli nie pokazywał się pod niebem na Słońcu. Starożytni Grecy nie uważali Hadesa za siłę zła, w przeciwieństwie do późniejszej koncepcji szatana w chrześcijaństwie. Niewątpliwie jest to bóstwo surowe i budzące strach wśród złoczyńców, ale przy tym Hades jest bardzo sprawiedliwy, tam gdzie widzimy jego wpływy nadchodzi dla ludzi Sprawiedliwość, rachunki zostają wyrównane. Czczony jest w całej Grecji, dodajmy Wielkiej Grecji, jednak starano się to robić w skupieniu i milczeniu. Zazwyczaj Grecy starali się nie wypowiadać jego imienia bez potrzeby, a hołdy składano mu na kolanach (odniesienie do tego, że bóstwo to żyje w podziemiu), w przeciwieństwie do hołdów składanych na stojąco z wyciągniętymi rękami do bogów i bogiń olimpijskich żyjących na szczycie Olimpu. Zwyczaj klękania do modlitwy w chrześcijaństwie przejęty zostaje właśnie z zachowań kultowych wobec bóstwa Hadesa, Plutona, gdzie czasem udawało się także wyjednać jakieś skarby czy wzrost bogactwa i majątku.
Świątyń raczej Hadesowi czyli Plutonowi w Grecji nie stawiano – wiadomo o jednej, wzniesionej dla niego przez Elejczyków w podzięce za obronę Pylos przed Heraklesem i kilku pomniejszych przybytkach Plutona. Hades rzadko pojawia się na Ziemi, a jeżeli już tam przebywa, to zazwyczaj ma na sobie czapkę z psiej skóry, która czyniła go niewidzialnym, a ci którzy chcieli być niezauważani z różnych powodów, hodowali psy na skóry i czapki plutonowe czyli plutonki, znane także w dawnej Europie. Hades nie buntował się przeciwko Zeusowi, Ojcu Bogów Nieba ani Pluton rzymski nie buntował się przeciwko Jowiszowi czy Trinium czyli Trójcy Kapitolińskiej. Hades czy Pluton to generalnie symbol wiernego męża, bez licznych kochanek i konkubin jak to było w mitach o innych bóstwach. Genealalogicznie, Hades jest synem tytana Kronosa i tytanidy Rei oraz bratem Zeusa, Posejdona, Demeter, Hestii i Hery, a ze związku z Persefoną nie zrodziło się żadne potomstwo, zatem mamy coś jak białe małżeństwo Hadesa i Persefony.
Mistycznymi atrybutami Hadesa są berło i klucze, które symbolizują jego władzę nad pośmiertnym światem umarłych, ale jest też pokazywany z rogiem obfitości (który symbolizuje władzę nad surowcami) i psią czapką (gr. κυνέη kynéē), darem od cyklopów, a przy boku zawsze prowadzi Cerbera – trójgłowego psa, który strzeże także ścieżki do Plutona i Krainy Zmarłych. Stąd w astrologii, generalnie Czwarty Dom Znakowy, Dom Imum Coeli, Dół Nieba, nazywany jest Hadesem lub Plutonem, owym Pluto w dawnych rzymskich horoskopach z czasów Romulusa i Pitagorasa. W Indii ten IV Dom (Bhaavah) także nazywany jest Patalą, czyli dawnym wedyjskim słowem oznaczającym świat pośmiertny, zaświat, niższy świat, zamieszkały także przez nagów oraz wróżki (jako typ duchów). W szczególności, Patala-Lokah, to świat istot upadłych i ściemnionych, żyjących w mroku, bez dostępu do światła. Jak ktoś ma sny w których jest ciemno, nic nie pamięta, bo był mrok, to znaczy właśnie, że dusza przynależy do Patali, do świata mroków i podziemi oraz cieni.
Tradycyjnie, w profesjonalnej astrologii, Znak Skorpiona włada jesienią, która jest „czasem śmierci” w corocznym cyklu natury, a także „jesienią życia” pod koniec ludzkiego życia, kiedy możliwość śmierci staje się bardziej realna. Wielu astrologów jeszcze w pierwszej połowie XX wieku, cechy i właściwości przeniesione później bezpodstawnie na małą w swej istocie planetkę Pluton wyimaginowany do absurdu jako wielki władca śmierci w horoskopach, patrzyło na Znak Skorpiona i Dom Skorpiona czyli Ósmy Dom zwany także Domem Śmierci, oczywiście oprócz cech Hadesu aka Plutona czyli Dołu Nieba, Imum Coeli. Cechy Skorpiona i Ósmego Domu zwanego także Domem Skorpiona i lub Żądłem Śmierci oraz Kosą czy Kosiarzem, jakoś zaczęto rozmywać w horoskopach, ze szkodą znaczącą dla astrologii, która zaczęła tracić swoje zdolności predykcyjne, co zaczęło się już z odkryciem Neptuna, który także jest słabo widoczną planetą, chociaż dużo większą niźli astronomiczny karzełek zwany Plutonem.
Nie ma astrologii bez obserwacji nieba i pasa zodiakalnego
Wiedza astrologiczna o planetach powstała poprzez naoczne obserwacje, które w wypadku Urana są jeszcze możliwe, chociażby z pomocą niewielkiej lornetki, jednak Plutona zapewne nikt z astrologów nigdy nie widział (a jak już to raz przez chwilkę w obserwatorium astronomicznym), bo wymaga bardziej profesjonalnego, dużego i drogiego sprzętu do obserwacji nieba. Skoro nie ma naocznej obserwacji ani skupienia na realnie świecącym świetle Plutona, ani obserwacji jego działania przez wiele cykli obiegów wzdłuż ekliptyki, bo te są zbyt długie na ludzkie życie i trwają 248 lat czyli świerć tysiąclecia - to żaden astrolog nie ma mocy twierdzić jak działa Pluton, chociażby już z faktu, że Plutona nie widział na własne oczy, nie obserwował całemi nocami na niebie i nie medytował z jego energią w postaci widzialnego Światła. Astrolodzy latami i dziesięcioleciami przez wieki i tysiąclecia obserwowali obiekty nieba, w tym planety, a dopiero z tego powstała wiedza o wpływach planet na losy ludzkie, i nie ma nic inaczej.
Planetę Pluton odkryto dopiero w 1930 roku, w czasie, gdy świat pogrążony był w kryzysie geopolitycznym, a narody znajdowały się w napiętej przerwie między dwiema wojnami światowymi, a demagogowie wykorzystywali władzę za pomocą propagandy. Rozszczepienie atomu dopiero co zostało opracowane od strony teoretycznej. Psychologia weszła do głównego nurtu jako „naukowy” sposób mapowania podświadomości, chociaż dotąd była dziedziną całkowicie okultystyczną. Położenie w Układzie Słonecznym oznacza, że podróż Plutona jako małej planetki przez Zodiak wzdłuż czy raczej w rzucie na Ekliptykę jest potwornie długa, trwa 248 lat i jest nieregularna — zajmuje od 12 do 24 lat, aby przejść przez konkretny Znak Zodiaku. Jednakże w profesjonalnej astrologii, to Jowisz i Saturn generują cykl pokoleniowy, a nie nowo odkryty Pluton, a dwudziestolecie jest dość dokładnym cykle jowiszowo-saturnicznym znanym astrologom.
Jednymi z pierwszych, którzy rozpoczęli interpretowanie Plutona i przypisywanie mu domów jakimi ma rzekomo współwładać, byli E. Casland oraz Francis Rolt-Wheeler, i to już w kwietniu 1930 roku, a w maju 1930 działalność radosnej twórczości rozpoczęła Elizabeth Aldrich, a pomiędzy kwietniem i październikiem 1930 jeszcze L. H. Weston, chociaż żadna z tych osób uważających się za astrologów ani razu nie miała przyjemności zobaczyć Plutona na własne oczy, chociaż zasadniczo każdy astrolog wie, że należy obserwować obiekty na niebie, Słońce, Księżyc, planety i gwiazdy zanim sporządzi się opinię o ich wpływach lub działaniu w jakimkolwiek horoskopie. W swojej książce z 1930 roku, niejaki Llewellyn George zawarł nawet rzekomą wiedzę astrologów chaldejskich o Plutonie, Neptunie i Uranie, która jest takim samym fejkiem jak rzekoma numerologia chaldejska bez dziewiątki w urojeniach niejakiego Cheiro, który był na tyle nierozgarnięty, że nie doczytał sobie iż alfabet chaldejski jest taki sam jak inne semickie, w tym aramejski i hebrajski, a wszystkie litery alfabetu w jego ścisłym porządku, zamieniane są na cyfry i liczby tak samo jak w gematrii. Nie ma zatem możliwości zmienienia porządku liter w alfabecie, gdyż służą one od zawsze jako liczebniki, podobnie także jak w dawnej grece z 27-ma literami alfabetu przeliczonymi na liczby. I nie ma takiej możliwości arytmetycznej aby wyrzucić dziewiątkę. Niestety, zdarzają się totalne nieuki, które niszczą dobre obyczaje i dobrą wiedzę wypisując jakieś bzdury wskazujące na jakiś rodzaj pomylenia umysłowego ze skrajnego nieuctwa.
Przypomnienie z mitologii na archetypach której opiera się astrologia, że Uran, po grecku Uranos, nie może być władcą ani współwładcą żadnego Pałacu ani Królestwa, bo jest odsunięty od władzy, zdetronizowany przez swojego syna Kronosa, który także obciął mu przyrodzenie, a Król nie może być kastratem czyli eunuchem. Zatem Uran nie może rządzić ani władać Wodnikiem, ani Domem Wodnika, bo nie ma żadnej władzy ani praw do tronu na niebie. Uranos stracił władzę nad światem i od tej pory nie może już panować nad Gają czyli Ziemią, bo Gaja w porozumieniu z Kronosem czyli Saturnem odebrała Uranosowi władzę za uwięzienie jej dzieci w Tartarze czyli w podziemiach Hadesu. Pewnie jest to jakieś dawne symboliczne oddzielenie Nieba od Ziemi, jednak Uranos jako bóstwo usunął się w cień, a jego miejsce na Tronie u władzy zajął najmłodszy syn i główny uczestnik buntu, Kronos. Zatem Uran nie ma władzy nad Ziemią, a Saturn czyli Kronos sprawuje władzę jaką wcześniej sprawował Uran. W Domu Wodnika tylko Saturn może panować, nie ma władzy Uranosa czego muszą się nauczyć wszelkiej maści hochsztaplerzy udający astrologów i bredzący dyrdymały, że Uran rządzi znakiem Wodnika. Wedle dobranych mitów rządził w bardzo dawnych czasach, ale wszelką władzę ma teraz jego syn czyli Kronos, a z łaciny Saturn. Całkiem możliwe, że to wspomnienie jakiś dawnych perturbacji w postaci wyrzucenia Urana z orbity bliższej Saturnowi, skąd może Uran teraz toczy się po orbicie w sposób przypominający beczkę i to odwrotnie niźli jadące po drodze ekliptcznej koło.
Zadziwiające, jak w pierwszej połowie XX wieku wykwitła totalna ciemnota, pewnie ta sama, co doprowadziła do wielkiego kryzysu i ta sama, co doprowadziła do hitleryzmu i II wojny światowej, ciemnota, która z jednej strony zna czy powinna znać wiedzę astrologiczną, wie jak się wiedza astrologiczna kształtowała, a jednak w sposób bezsensowny pomija zasadę obserwowania obiektów nieba i kontemplowania ze światłem jakie płynie z planet i gwiazd, wyciągając wnioski bez związku z obiektem obserwacji przez chociaż jeden cykl jego obiegu wokół ekliptyki. Tak, dawni kandydaci na astrologów długo terminowali, bo cykl jowiszowo-saturnowy trwający dwadzieścia lat trzeba sobie regularnie obserwować jakie powstają aspekty i co się dzieje w społeczeństwie oraz wśród ludzi przychodzących poznać horoskop, a cykl obiegu Saturna po ekliptyce to około 29/30 lat życia, jakie trzeba spędzić na obserwowaniu nieba. I nie ma nic szybciej, a takim, co to nie zajmują się astrologią jeszcze przez dobrych trzydzieści lat, to tylko pozwalano czynić pomocnicze obliczenia i obserwacje oraz jako główne zajęcie, rysować mapy nieba horoskopów godzinowych. Owszem, ręcznie rysować, a nie tylko kółeczka drukować z komputera i astrologa udawać w nawiedzeniu plutonowo-chironowym.
Z horoskopu na godzinę odkrycia Plutona czyli zidentyfikowania go jako jakiejś planety czy ruchomego obiektu na nieboskłonie, widać wyraźnie, że będzie ów odkryty właśnie, dnia 18 luty 1930 roku Pluton, przyczyną poważnej choroby astrologii i astronomii, bo Saturn jest w szóstym Domu Znakowym, w domu chorób i wypadków, a do tego Mars jest w VII Domu Znakowym na Descendencie, zatem z odkrytym Plutonem (w którym mnóstwo astrościemniaczy się zaraz zakochało) to kiepskie małżeństwo będzie, bardzo kiepskie i problematyczne, a i pełne kłopotów, aż w końcu zakończy się rozwodem, a co gorsza, jak znak będący domeną Saturna czyli w tym wypadku Wodnik, jest na Descendencie, a w nim jeszcze jakiś malefik, w tym wypadku planeta Mars (Ares), to osoby tak urodzone nie są zdolne do rozwoju duchowego ani poznawania wiedzy tajemnej czy okultnej, w tym astrologii, nie mają charyzmatu czy daru astrologicznego ani ezoterycznego. Astrologia przez skupienie ego i sił umysłu oraz emocji na Plutonie jest chora koncepcyjnie i brnie w urojenia umysłowe, a do tego zajmowanie się Plutonem uniemożliwia człowiekowi rozwój duchowy czy poznanie wiedzy tajemnej na temat prawdziwych wpływów gwiazd stałych oraz planet. To jest ta choroba tak zwanej współczesnej od 1930 roku astrologii wielkiego kryzysu, chociaż pierwsze objawy dysfunkcji widzimy już u mitomanek z 1897 roku, a może trochę wcześniej, co można uznać za wczesne sygnały ostrzegawcze o nadchodzącej chorobie. Astronomia już zdrowieje z Plutona, w 2006 roku astronomia rozwód z Plutonem wzięła i przestał być planetą, którą nie był, bo źle zinterpretowano dane obserwacyjne. Czas aby astrologowie wzięli rozwód z chorą plutoniczną demagogią pseudo astrologiczną i zaczęli studiować dzieła dawnych mistrzów, aczkolwiek to wymaga wyleczenia się z Placidiusów, Kochów i innych platfusów oraz prądków, które deformują tylko wiedzę o astrologicznych Domach Znakowych (Topos) i pozbawiają astrologów zdolności predykcyjnych. Samo odkrycie Plutona w wielkim kryzysie powinno wyczulić na problem kryzysu w astrologii z powodu włączania czegoś niepewnego i nieznanego do systemu dobrze opracowanego i nieomal doskonałego...
Pierwszy Dom w astrologii, to Znak Zodiaku, który przechodzi przez Ascendent, znaczy Wschodzi w danym miejscu. Kolejne Domy, to kolejne Znaki Zodiaku, nie ma innej możliwości, taka jest definicja Domu w astrologii, a nie jakieś placidiusy, prądki Kocha i tym podobne bzdety, które z definicji, nigdy domami w astrologii być nie mogą. Plutonicy i chironowcy oraz placidiusiarze znają się na astrologii jak prostytutka na miłości, znają tylko wypaczoną wersję, która miłością do nieba i gwiazd nigdy nie będzie. Słońce na anarecie i spalona Wenus przy Słońcu o tej prostytuckiej miłości do Plutona, Chirona i innych nic nie znaczących kamyczków w kosmosie zaświadcza, a do tego Wenus w Domu Śmierci zatem przyczyna śmierci astrologii zachodniej z powodu jej nieużyteczności i śmieszności z analizowaniem Plutona czy Chirona, takiego motylka, przy którym ciężarówki takie jak Jowisz, Mars i Saturn wydają się ze swoją mocą wilkami goniącymi mrówkę, jak to u astro plutoników, ale zapewne to niestotne w cyklu dwudziestoleci jowiszowo-saturnicznych dla tych wyraźnie chorych już od absurdów tłumaczenia wszystkiego Plutonem, który dla prawdziwych astrologów nie istnieje jako obiekt wpływający na ludzi czy ludzkości ani na życie na ziemi. Jak komuś mało, to Księżyc jest w Czwartym Domu Znakowym czyli w Hadesie czy Plutonie właśnie, zatem odczuwanie odkrytej planetki spowoduje, że wszystkie księżycowe sprawy, w tym podświadoma percepcja czuciowa horoskopu pójdą do Tartaru właśnie jako, że Księżyc jest Bramą do ciemniejszego świata i przodków na sam dół wysłanych, a i mamy rzesze astrologów pozbawionych oglądu nieba, bo w swej głupocie nie prowadzą obserwacji obiektów które chcą interpretować. Upadek, pewnie przez astroprzypadek jest tam Znak Skorpiona związany z Hadesem czyli Szeolem, Grobem astrologii plutonowej czy ściślej astrologów plutonowych, tych od malutkich planetek, w tym Eris czy Chirona czyli chironiaków.
![]() |
Horoskop na czas odkrycia Plutona |
Kiedy spytamy rzekomych astrologów zachodnich współczesnych, na jakim stopniu ekliptyki znajduje się Gwiazda Polarna i dlaczego jest taka ważna w astrologii, zwykle robią zdziwione miny, zupełnie jakby nigdy nie czytali żadnej książki o astrologii ani nie widzieli horoskopu. Jest to żenujące, że astrolog nie wie, na jaki stopień Zodiaku rzutujemy Gwiazdę Polarną, ani o tym, że ponad 400 lat p.e.ch., inna gwiazda nieba była Gwiazdą Polarną, co wyznacza pewne istotne epoki astrologiczne w dłuższych cyklach czasu. Wiedzieli i stosowali Chaldejczycy, Pitagorejczycy, Helleńczycy, Egipcjanie, a nawet Hindusi, to dlaczego nie mają o tym wiedzy astrolodzy XXI wieku w taka zwanych krajowych europejskich stowarzyszeniach rzekomo astrologicznych? Rzecz to niepojęta jak każde rażące nieuctwo. Tak dla przypomnienia, Polaris, alfa Małej Niedźwiedzicy i Małego Wozu (nazwy aby znaleźć na mapie nieba i na niebie), na ekliptyce jest rzutowana na 28 stopień i 34 minuta łuku w Znaku Bliźniąt (J2000), i to jest bardzo ważny stopień Ekliptyki. Koniunkcja ze Słońcem wypada około 19 czerwca, z dziennym przesunięciem w roku przestępnym. W niedalekim roku 2050 będzie to już 29 stopień 16 minuta łuku. Tradycyjna astrologia używa w kilku wielkich systemach analizowania wpływów planet i gwiazd nazwy "Wielce Czcigodny Władca Nieba", tak Gwiazda Polarna to surowy władca nieba, z jednej strony saturniczy, a z drugiej miłosierny czyli trochę wenusjański z natury, a i mądry czyli merkuryczny. Wszystkie obiekty ruchome nieba mają na pieńku z Władcą Nieba, z wyjątkiem Jowisza, który daje tutaj dużo dobrego, jako że zwykle niebo reprezentuje. Jest to stopień pokarania za nielojalność wobec nieba, to źli ludzie mają problemy jeśli ten stopień jest na wierzchołku horoskopu i/lub jest w nim planeta inna niż Jowisz. Tylko ludzie dobrzy, zgodni i współpracujący z Dostojnym Królem Niebios będą wolni od problematycznych przypadłości. O tym powinni się szczegółowo uczyć kandydaci na astrologów, a nie o Plutonie, który nie ma sensu interpretować bo są wymysłami.
Astrologia opiera się o regułę hermetyczną "Jak na górze tak na dole", gdzie góra to Koło Zodiakalne wokół Ziemi, przez które Księżyc obiega raz na miesiąc, a Słońce, Merkury i Wenus w przeciągu jednego roku. Dodatkowo, to Koło Zodiakalne z Ekliptyką w środku kręci się wokół Ziemi robiąc jeden obrót na dobę, chociaż jest to odbicie ruchu obrotowego Ziemi wokół własnej osi. "Jak na górze", oznacza jak zapisane jest w ustawieniach gwiazd stałych, znaków, domów i planet oraz ich aspektach, a "tak na dole", znaczy tak w ciele jak i w życiu człowieka oraz w jego otoczeniu. Zasada hermetyczna ukazuje związek człowieka z kosmosem, z obrazem nieba na sferze niebieskiej oraz z niebiosami jako mistycznymi sferami świata duchowego. Tajemnice hermetyczne czyli ezoteryczne lub okultystyczne posiadają wszyscy ci, którzy potrafią znaki niebios, informacje zapisane w gwiazdach i planetach odczytywać i rozszyfrowywać. Nie ma mistyka czy człowieka uduchowionego, który nie zajrzy w gwiazdy i planety na niebie, nie ma rozwoju duchowego bez poznania tajemnic starożytnej astrologii. Pamiętajmy, że Mikołaj Kopernik, Jan Kepler oraz Galileo Galilei byli wielkimi astrologami o wielkiej zodlności wglądu w horoskopy, a sam Mikołaj Kopernik utrzymywał się z horoskopów. Nie potrzebowali planetoid, które generalnie nic nie wnoszą do astrologii, a jedynie robią zamęt i utrudniają poznanie prawidłowych starożytnych podstaw astrologii i jej nauk pomocniczych jak astrometria czy numerologia.
Błędy w tłumaczeniach z języka angielskiego (nie mówiąc o grece, aramaya czy sanskrycie) to inny problem astrologów niedouczonych, a takie słówko jak "revolution", to nie jest żadna "rewolucja" tylko w astrologii i astronomii obieg lub obrót, przykładowo obrót Ziemi wokół własnej osi (1 day is 1 complete revolution of the earth). Niestety w gazetowych tłumaczeniach pojawiają się jakieś rewolucje i wybuchy buntów, co także psuje astrologię! Kiedy używamy terminu „Ascendent”, odnosimy się do zodiakalnego znaku wstępującego, niezależnie od rzeczywistego stopnia horyzontu rzutowanego na ten znak zodiaku, gdyż Ascendent zgodnie z definicją astrologiczną, podobnie wedyjska Lagna, to Znak Wschodzący, i to jest Pierwszy Dom czyli z grecka Topos w astrologii. Porządek chaldejski planet jest w rzeczywistości hierarchią sił reprezentowanych przez ciała niebieskie. Porządek ten wyraża się w osi czasu i jest pobierany z orbit siedmiu widocznych chaldejskich planet i ich względnej odległości, dlatego każda z planet z kolei rządzi etapem w liniowym procesie czasu. Hierarchia jest od najwolniejszej z widocznych siedmiu - Saturna, aż do najszybszej i najbliższej - Księżyca. Symbol Porządku Chaldejskiego jest symbolem dawnych wtajemniczonych mistrzów astrologii, a ściślej magów chaldejskich, jako że astrologia, a ściślej Trinnum w postaci Trójwiedzy, numerologia, astrologia i chirologia jest koroną wiedzy magów i wtajemniczonych tradycji chaldejskich misteriów i perskiego oraz semickiego hermetyzmu.
Podstawą pracy profesjonalnych astrologów jest określenie chaldejskiej godziny urodzenia czyli zbadanie pod wpływem jakiej planety i jakiego życiołu jest narodzony człowiek albo jakieś wydarzenie. Z chaldejskiej godziny planetarnej urodzenia wynika do jakiej z hermetycznych siedmiu powłok Duszy czy Jaźni będzie docierać kosmiczna energia, a z horoskopu zobaczymy kiedy i jakie zablokowania mogą w przepływie i krążeniu energii życiowej nastąpić. Aura ludzka, a ściślej ciała czy powłoki Duszy/Jaźni składają się z siedmiu powłok, od Saturnicznej do Księżycowej, zgodnie z porządkiem chaldejskim planet. Pierwszy urodzeniowy impuls energii witalnej spływa z niebios przy wcieleniu, kiedy Dusza wchodzi w ciało do powłoki pokazanej przez godzinę planetarną czyli Horę czy planetę urodzeniową. Zasilane jest ciało czy powłoka zgodnie z godziną planetarną, a potem następna powłoka. Na astrologii trzeba się znać, a nie tam powielać jeno ordynarne błędy nawiedzonych zbyt szybkimi kalkulacjami opartymi na błędnych danych. Usilnie zachęcamy do głębszych studiów nad zagadnieniami astrologii, zarówno helleńskiej, chaldejskiej, perskiej, arabskiej, chińskiej jak i wedyjskiej, gdyż wiedza starożytnych jest bezcenna i szkoda się marnować na wymysły garstki współczesnych nawiedzonych niedouków, którzy Plutona czy Chirona na oczy nie widzieli i nawet nie mają jak zobaczyć - ale oni już najlepiej wiedzą jak działa i wpływa, tak na człowieka jak na ludzkość, podczas w rzeczywistości nawet nie wiedzą co to jest ani gdzie jest, ani nie są w stanie podjąć prób skutecznej praktyki obserwacyjnej i wglądowej aby móc się o tym czymś cośkolwiek dowiedzieć.
#pluton #astrologia #astronumerologia #chiron
LINKI:
Więcej artykułów na różne tematy znajdziesz w spisie twórczości autora:
Cóż za wiedza! A to dopiero wstęp. Widać ile trzeba wiedzy przyswoić by wejść choć w podstawy astrologii.
OdpowiedzUsuń